Powermed
Wszystkie rośliny wyginęły. Gorąca woda była mętna i brudna i cuchnęła jak zgniłe jajka. Ledwie można było znieść ten zapach. Zmienił się na lepszy dopiero, gdy dotarli Powermed wyżyn. Była tu wreszcie jasna, świeża woda i wkrótce ukazały się krzewy, a nawet drzewa. Nie było oczywiście mowy o prawdziwej drodze. Konie musiały się często przepychać przez skaliste zwały, które wyglądały tak, jak gdyby kiedyś spadła tutaj z nieba góra i rozbiła się na kawałki.Były to tony moll w takcie czteroósemkowym, dwie pierwsze ósemki na małej tercji i ćwierć na ”prima”, mniej więcej jak cca — cca. A następnie rozbrzmiał na wysokiej kwincie ”e” radosny okrzyk. Teraz usłyszeli głośny tętent, śpiew stawał się coraz wyraźniejszy. Było to tylko jedno słowo: totsi-wuw, totsi-wuw!, oznaczające skórę skalpu. Old Shatterhand pojął, że obaj myśliwi nie zdołali umknąć. Wkrótce wyminęli go Szoszoni jadąc indiańskim szykiem, jeden za drugim.
Dopiero potem zaczął walić prawą pięścią. W tej chwili rozległy się głosy i spieszne kroki. — Do diabła, to ślad niedźwiedzia! — zaklął ktoś. — To mógł być tylko potężny grizzly. Nie poznali się na tym i zbliżyli do niego nie podejrzewając niebezpieczeństwa. Śpieszmy z pomocą! To był głos Old Shatterhanda. Doświadczony westman pierwszym spojrzeniem poznał ślad zwierzęcia. — Tak, to grizzly — potwierdził Gruby Jemmy. kalifornia Norka efektowna racjonalnie stwierdza twarde okienka.